Pewna historia z mlekiem

Pewnie moja historia będzie nudna, ale chyba dorosłam, żeby podzielić się nią i po prostu “wygadać się”. Natchnęło mnie dziś po przeczytaniu mitu nr 2 na portalu Mlekiem Mamy, że nie można utrzymać laktacji samym laktatorem.

Plany

Mam 30 lat i pierwsze dziecko. Ciążę super znosiłam. Snułam plany o karmieniu piersią, bo chwilę przede mną urodziła moja najlepsza koleżanka, która miała plan karmić piersią. Urodziła i karmiła bez większych problemów. Wymieniałyśmy się uwagami jak karmić, w jakich pozycjach, itp. Mówiła, że jak urodzę nie będzie lekko, ale ona już to przerabiała i mi pomoże. Super.

Poród i pierwsze doby

Nadszedł dzień porodu. Poród jak to poród. Po urodzeniu dostałam dziecko na klatę i od razu została przystawiona do piersi. Wiedziałam, że to jest najważniejsze. Wiedziałam, że pierwsze doby są bardzo ważne, żeby pobudzić laktację. 

Przystawiałam dziecko bardzo często do piersi i w dzień i w nocy. Rodziłam w sobotę, a w poniedziałek z rana przyszła położna i mówi: “przystawiamy dziecko do piersi i zobaczymy jak wam to idzie”. 

W teorii wiedziałam jak to się robi. Położna do mnie, że ona “mlaska” i tak nie może być. Myślała, że to za krótkie wędzidełko pod językiem. Zawołała lekarkę i zabrały dziecko do gabinetu zabiegowego, aby podciąć wędzidełko i ułatwić ssanie. 

Świat się zawalił

Niestety okazało się że to nie wędzidełko tylko rozszczep podniebienia miękkiego – mały bo mały, ale rozczep. To powodowało, że dziecko nie miało możliwości zassania bo “cycek” nie miał oparcia i trafiał w dziurę. W tym momencie świat się zawalił. To jak teraz karmić dziecko? 

Poszło mleko modyfikowane w ruch przez palec i strzykawki. Moja chęć karmienia piersią nie ziści się. Miałam laktator pożyczony od koleżanki, że jak przyjdzie dzień nawału mleka to żeby odciągnąć i zamrozić. Niestety ten moment nigdy nie nadszedł. Pytali się mnie czy chcę karmić swoim mlekiem. Ja, że oczywiście, że tak. Kazali mi również przystawiać dziecko do piersi. Tylko dziecko się denerwowało, bo nie mogło zassać. Ja na to patrzeć nie mogłam, więc nie przystawiałam. Nie tak miała wyglądać moja historia karmienia.

Został więc tylko laktator. Siarę niestety ściągałam laktatorem – teraz już wiem, że to może lepiej by było ściągać ją ręcznie. 

Ściąganie i karmienie – ale jak?

Powiedzieli mi w szpitalu, że mam ściągać mleko laktatorem minimum 8 razy na dobę, w tym przynajmniej 1 ściąganie w nocy metodą  7-5-3. Tylko problem był w tym, że zwykły smoczek do butelki nie spełniał swojej roli. Dziecko nie umiało go ssać, więc karmienie trwało długo i było nieefektywne. W szpitalu polecili nam smoczek na rozszczep. Taki specjalistyczny, bardzo duży, że całą buzię zapełniał. Karmienie trwało 30-60 minut, gdzie dziecko zjadało około 20 ml na karmienie po tygodniu.

Przy wypisie dostałam informację, że mam karmić na żądanie i z każdym dniem coraz więcej. Ale konkretnie ile mililitrów na dobę już nikt nie powiedział. 

Powrót do domu i walka o laktację

Cieszyłam się, że wychodzę do domu, bo w szpitalu czułam się skołowana bo dostałam sprzeczne informacje. Dziecko spadało na wadze, albo praktycznie nic nie przybierało. Tak, że cały czas się karmiliśmy – mlekiem modyfikowanym i moim mlekiem. A ja walczyłam o laktację. Ale przy takim czasochłonnym karmieniu było mało czasu na sen, na jedzenie, na tuliśki z dzieckiem, bo ja musiałam “cycki” ściągnąć.

Byłam bardzo zestresowana, bo chciałam karmić, a nie mogłam. Ściągałam może 10ml na jedną sesję przez pierwszy tydzień, a ostatecznie walczyłam 6 -7 tygodni i na jedną sesję z dwóch piersi ściągałam na maxie 40 ml (częściej 30ml). 

Wsparcie specjalisty

W końcu trafiłam do pani, która dobrała smoczek. Dziecko zaczęło dość szybko jeść i efektywnie. Również poleciła stosować Power pumping. Dała mi również nadzieję, że po operacji rozszczepu uda mi się przyłożyć dziecko do piersi. Dawała na to przykłady. Dostałam silną motywację było to w trzecim tygodniu po porodzie. 

Niestety przez 2 tygodnie nic się nie zmieniło. Ani mililitra mleka więcej, a mała zaczęła wybrzydzać moim mlekiem. Wtedy już było więcej mleka modyfikowanego niż mojego. 

Karmienie i więź

Najgorsze w tym wszystkim było to, że miałam przeświadczenie, że jestem złą matką bo nie mogę go wykarmić. I że nie wytworzy się między mną, a moim dzieckiem więź, bo nie karmię “cyckiem”. 

Jak spotykałam ludzi na mieście (dość mała mieścina) to pierwsze pytanie: czy karmisz piersią? Ja miałam łzy w oczach. Mówiłam, że walczę o mleko, że troszkę to nie ode mnie zależy. Choć nigdy mi nikt wprost nie powiedział, że to niedobrze, ale czasami czułam negatywne nastawienie. 

Oczywiście naczytałam się różnych komentarzy na fb o nie karmieniu piersią, jakie to złe, itp. Czułam też dużą presję na sobie, żeby karmić swoim mlekiem. W pewnym momencie stwierdziłam, że jak mam się cieszyć macierzyństwem, to muszę przejść tylko na mleko modyfikowane. Psychicznie nie wytrzymałam. Myślę, że jeszcze chwila, a bym miała depresję. 

Wiem, że to nie sposób karmienia determinuje bycie dobrą matką. Najbliżsi mnie wspierali w walce o swoje mleko, ale był to bardzo trudny czas. 

Moja historia

Teraz z perspektywy czasu bym inaczej postępowała i może moja historia potoczyłaby się inaczej. Może, gdyby w szpitalu bardziej mi pomogli znaleźć smoczek, żeby karmienie było efektowne? Dopiero 3 tygodnie po porodzie trafiłam do kompetentnego specjalisty i to jedynie dlatego, bo mi zależało.

Także karmię mlekiem modyfikowanym, ale jestem szczęśliwą matką, bo mam super dziecko. Może kolejna historia potoczy się inaczej?

Mama Bulbulki