Nie dałam rady

Do wszystkiego w życiu jestem przygotowana. Kiedy wyjeżdżam na wakacje, wiem wszystko o wybranym przez siebie kurorcie, włącznie z jakością piasku na plaży, odległością do sklepu, czy godziną zachodu słońca. Jadąc na miejsce, zawsze czuję się komfortowo, bo znam to miejsce na wylot. Kiedy zdecydowaliśmy się na budowę domu, zostałam ekspertem budowlanym, itd.

Planowanie, ekologia i karmienie

Dziecko planowaliśmy 3 lata, przygotowywaliśmy wszystko, czekaliśmy na awanse w pracy, na zakończenie budowy. Chcieliśmy, żeby miało ono wszystko idealne. Zajście w ciążę też było w pełni kontrolowane. Niektórzy mogą się śmiać, ale mi planowanie daje poczucie bezpieczeństwa i psychicznego komfortu.

Jestem osobą o bardzo ekologicznym podejściu do życia. Dlatego nie było dla mnie nawet tematu: „sposoby karmienia niemowląt”. Wiadomo – pierś i koniec. Pierwszy poradnik, jaki kupiłam to „Poradnik dla zielonych rodziców”- Reni Jusis (Och, jak ja nienawidzę tej książki.) Byłam wtedy w 7 tygodniu ciąży! Gdzieś z tyłu głowy siedziało mi, że jak miałam 15 lat, to ginekolog powiedział mi, że mam płaskie brodawki i mogę mieć problem z karmieniem, ale w poradniku było napisane, jak byk: „Karmienie jest w głowie, nie w brodawkach”. Spałam więc spokojnie, bo ja naprawdę innej możliwości nie brałam pod uwagę. Karmienie jest w głowie i koniec. Pod koniec 8 miesiąca ciąży na kontrolnych badaniach coś mnie tknęło i poszłam do położnej pokazać jej moje brodawki. Powiedziała, że są ok…

Cyrograf z diabłem

Po cesarskim cięciu (CC), kiedy leżałam jeszcze na stole operacyjnym (!) położna podtykała mi jakieś papiery podtrzymując moją rękę, żebym dobrze podpisała. W tamtym momencie podpisałabym wszystko, umowę o kredyt, cyrograf z diabłem… To była zgoda na dokarmianie mlekiem modyfikowanym, a reszta nie wiem, ale do tej pory dzwonią do mnie z różnych firm oferując prezenty, ubezpieczenia, itp. Dodam, że moje CC było zaplanowane, to nie była nagła operacja, a w szpitalu byłam już dzień wcześniej.

Niech ta chwila trwa

Oczywiście nie było kontaktu skóra do skóry, nie pokazano mi mojego maluszka. Zabrali go i zobaczyłam (nie dotknęłam) go dopiero jakąś godzinę po. Dodam, że dostał 9/10, więc wszystko z nami było w porządku. Nikt nie przystawił mi go do piersi, niby po co… Kilka godzin później przyszła położna i powiedziała „proszę odsłonić pierś” i spróbowała. Adaś nie dał rady, nie umiał, na siłę też się nie dało. Zabrała go na dokarmianie. Dlaczego nie protestowałam? Nie wiem, byłam obolała, przerażona, potwornie zmęczona i cały czas płakałam – hormony. Sama nie mogłam wstać, usiąść. Leżałam plackiem, a mój maluch w kuwetce obok. Nie płakał. W nocy przyszła położna i próbowała go przystawić (na moją prośbę). Moje brodawki w ogóle nie chciały się wysunąć. Adaś płakał i ja razem z nim. W końcu uchwycił, a ja z tego szczęścia pozwoliłam mu zasnąć z piersią w buzi. I tak 2 godziny. Bałam się, że jak wyciągnę, to już drugi raz się nie uda.

Kapturki i kłamstwa

Rano przyszła położna i kazała kupić szybko kapturki. W kapturkach pociągnął, ale mi natychmiast popękały brodawki. Położne przychodziły, zabierały go gdzieś… podejrzewam, że na mleko modyfikowane… Kolejna doba, obchód – lekarz: „Proszę wyrzucić kapturki!” Nie posłuchałam, a położne kazały mi kłamać lekarzowi, że karmię piersią i wszystko jest ok. Tłumaczyły, że w domu wszystko się unormuje. Tak też zrobiłam. Jak bardzo żałuję…

Wyciskanie mleka

W domu zaczął się koszmar… Nie umiałam go przystawić, brodawki piekły niemiłosiernie, a ja twierdziłam, że nie mam pokarmu, ale nadal sama upierałam się, że zaraz wszystko się unormuje. Na drugi dzień przyszła położna: „O matko! Dobrze, że dziś przyszłam, bo wieczorem byłaby już pani w szpitalu z zapaleniem”. I na siłę wyciskała mi pokarm z piersi. Wyłam z bólu. Laktatorem – ani kropli. Młody nadal nie potrafił bez kapturka, zasypiał przy karmieniu, miał żółtaczkę. Nie mogłam go dobudzić. Piersi bolały niesamowicie, okładałam je kapustą. Na chwilę pomagało.

Kolejne dni wyglądały tak samo – piersi bolały tak, że nie mogłam mieć ubranej nawet bluzki. Chodziłam nago. Przystawiałam go w kapturkach, trochę pił, ale piersi nie opróżniał. Wielkie, czerwone kule ognia – tak to czułam. Do tego rana po CC, kołatanie serca, baby blues, zmęczenie, przerażenie, bezradność. Położna – kolejne wyciskanie na siłę, ból nie do opisania, ulga na chwilę. Laktatorem znowu ani kropli.

Wołanie o pomoc

Krew z brodawek, białe naloty i pytanie: „Kto mi pomoże?” Nie przewidziałam tego w ogóle. Byłam zaskoczona, zszokowana wręcz. Przecież karmienie jest w GŁOWIE!!! Skąd pomoc? Przyszedł zaprzyjaźniony pediatra: „To minie, musi się pani przemęczyć”. Nie mijało. Codziennie przychodziła położna na wyciskanie i mówiła: „To minie. Za 6 tygodni będzie dobrze”. Kiedy Adaś łapał kapturek w moją pierś wbijało się tysiące igieł, ale coś leciało.

Ból, obłąkanie i wybawienie

Po 2 tygodniach nadszedł upragniony termin w poradni laktacyjnej. Doradczyni przystawiła go na siłę, załapał, wypił, ale ja nie umiałam powtórzyć tego w domu. „Pani ma tyle mleka, że czwórkę by pani wykarmiła”. Co z tego, jeśli moje piersi były do niczego. Kolejny termin w poradni za 2 tygodnie… Nie wytrzymałam. Po 3 tygodniu i 2 dniach męki, kiedy ani razu nie przytuliłam mojego dziecka, bo sprawiało mi to tylko ból, podałam butelkę, a sama pojechałam do szpitala z żądaniem Bromergonu. Lekarz nie odważył się mi tego nie przepisać. Byłam jak obłąkana. W domu łykając pierwszą tabletkę ryczałam, wyłam, bo miałam wrażenie, jakbym skazywała moje dziecko na śmierć. Mój mąż zadecydował: „Weź już tę tabletkę i niech ten koszmar się już skończy”.

Wsparcie

Rodzina, znajomi wspierali mnie, jak potrafili. Mówili, że nic takiego się nie dzieje, bo miliony dzieci piją mleko modyfikowane i wszyscy żyją. A ja nie mogłam pogodzić się z sytuacją. Przecież mam bardzo dużo mleka! Dlaczego mnie tak boli, dlaczego laktatorem ściągam 20 ml w 20 minut? Ta myśl doprowadza mnie do tej pory do szału. Miałam mleko, dużo… tylko naczynie złe Nie wiedziałam, kto powinien mi pomóc, nie przygotowałam się wcześniej do tego. Moje dziecko miało żółtaczkę 5 tygodni. Zeszła jak już pił mleko modyfikowane. Teraz skończył roczek. Jest wspaniały, nie choruje, a ja do niedawna płakałam po nocach. Mój mąż nie mógł już tego słuchać.

Wyrzuty sumienia i strach

W poradni laktacyjnej usłyszałam, żeby wyrzucić kapturki, że moje dziecko się nie najada. Cały czas zastanawiam się, co by było, gdybym nie posłuchała i nie wyrzuciła kapturków. Czy dalej bym go karmiła, czy po 6 tygodniach by się unormowało, tak jak mi obiecywano? Mam wyrzuty sumienia, że nie poczekałam, nie dotrwałam. Dałam radę tylko 3 tygodnie i 2 dni.

Bardzo chciałabym mieć drugie dziecko, ale boję się panicznie, że ten koszmar się powtórzy. Nadal nie wiem, jak miałabym sobie poradzić. Przysięgam, że pierwszy raz przytuliłam swoje dziecko… 4 tygodnie po porodzie. Wcześniej tulił go tata, babcia, dziadek, ale nie mama… Dotknięcie czegokolwiek do piersi powodowało ogromny ból.

O bliskości

Kiedy czytam, że tylko karmienie piersią może dać Ci poczucie wyjątkowej bliskości, to śmiać mi się chce, niestety przez łzy. Ja tego nie doświadczyłam, choć bardzo chciałam. Teraz biorę mojego malucha w ramiona, karmię butelką i jest ciepło i błogo nam obojgu. Jesteśmy blisko, ale z tyłu głowy jedna myśl: „Nie dałaś rady. Nie mów, że zrobiłabyś wszystko dla twojego dziecka, bo to nie prawda. Nie zrobiłaś”. Znam kobiety, które mówiły mi: „Aż tyle wytrzymałaś? Ja na twoim miejscu bym 3 dni nie dała rady”. Jakoś mnie to nie pociesza. Nie dałam rady, nie zawalczyłam do końca. Liczyło się moje dobre samopoczucie, a nie dobro dziecka.

Małgorzata Szarzyńska