Czy karmienie sztuczne jest dla leniwych?

Podobno kobiety decydują się na karmienie sztuczne swoich dzieci z lenistwa. Podobno nie chce im się poświęcić trochę czasu, aby pozwolić dziecku na naukę ssania. Podobno są niecierpliwe. Podobno są mało wytrzymałe na ból. Podobno nie mają wiedzy. Podobno…

Natomiast w Norwegii kobiety twierdzą, że karmią piersią, bo są biedne i … leniwe. A karmienie sztuczne kosztuje i wymaga o wiele większego zaangażowania.

Odwrócona norma

W Polsce, podobnie, jak na świecie, tylko około 40% niemowląt jest karmionych naturalnie. Światowa Organizacja Zdrowia, UNICEF i inne organizacje prozdrowotne alarmują, że są zbyt niskie globalne wskaźniki naturalnego żywienia dzieci. Na świecie umiera zbyt wiele dzieci z powodu nie karmienia piersią, zbyt wiele kobiet choruje na raka piersi.

Karmienie piersią, choć stanowi normę naturalną, to przestało być normą społeczną. Prawdopodobnie większość polskiego społeczeństwa od II połowy XX wieku do czasów obecnych była karmiona sztucznie. Kolejne pokolenia nie widują mam karmiących naturalnie. Pomimo tego, że w dzisiejszych czasach wiedza na temat różnych sposobów karmienia jest coraz większa, większość matek chce karmić swoje dzieci piersią i przygotowuje się do tego – nie karmią.

Dość często okazuje się, że w przypadku napotkanych problemów i braku wsparcia, splotu nieszczęśliwych okoliczności, posiadana wiedza utrudnia pogodzenie się z poniesioną porażką, czy ukrycie rozczarowania.

Odpowiedź na pytanie: Dlaczego rodzice karmią swoje dzieci sztucznie? – nie jest taka oczywista. W tym artykule zebrałyśmy kilka możliwych przyczyn przedwczesnego przerywania karmienia naturalnego.

Wydaje się, że w wielu przypadkach można by było uniknąć karmienia dzieci formułą. Warunkiem jest to, by za promocją i edukacją szły rozwiązania systemowe. Aby kobiety jeszcze w szpitalu otrzymywały wsparcie i rzetelną wiedzę, a wszystkie położne i pielęgniarki posiadały umiejętności pozwalające na efektywną opiekę nad matką karmiącą naturalnie, jak i sztucznie. Bo to one mają możliwość wpływu na normę kulturową poprzez swoją codzienną pracę na porodówkach, oddziałach neonatologicznych, czy w przychodniach.

Karmią sztucznie, bo…

Nie wszystkie kobiety mogą karmić swoje dzieci naturalnie. Istnieją medyczne wskazania do karmienia substytutami mleka kobiecego. Niektóre są stałe, inne czasowe. Zdarza się, że po okresie dokarmiania sztucznego noworodków, powrót do karmienia piersią okazuje się trudny, a nawet niemożliwy.

Są też kobiety, które nie chcą karmić piersią. (Jednocześnie odmowa karmienia dziecka jest medycznym wskazaniem do karmienia sztucznego.) Powody takiej decyzji mogą być różne. Czasami dotyczą one względów estetycznych np. pogorszeniem się wyglądu piersi (mit). Są kobiety, które doświadczyły w przeszłości przemocy seksualnej i mogą nie być w stanie przystawić dziecka do piersi, czy odciągnąć mleko przy pomocy laktatora. A niekiedy po prostu dokonują takiego wyboru.

Porody zmedykalizowane, w tym poprzez cesarskie cięcie, mogą utrudniać start w karmieniu. Niektóre choroby, jak np. zaburzenia gospodarki hormonalnej, również mają wpływ na laktację. Kiedy kobieta usłyszy, że ma za małe, za duże piersi, bądź brodawki nie takie, jakie powinna mieć (a jakie są te właściwe?) – to wszystko może zaburzyć poczucie własnej wartości i obniżyć wiarę we własne kompetencje, jako matki.

Artykuły w prasie opisujące karmienie piersią jako jeden wielki ból, rany piersi, uwiązanie w domu, itd. – wywołują u młodych kobiet lęki przed karmieniem. Jeśli matki w sytuacjach tego typu nie otrzymają wsparcia, specjalistycznej pomocy i wiedzy zarówno na temat fizjologii laktacji, karmienia noworodka piersią lub mlekiem – prawdopodobnie z dnia na dzień ich dziecko dostanie coraz więcej formuły.

“Gorsze” matki

Kiedy cały świat “każe” matkom karmić piersią (WHO, UNICEF, APP, Ministerstwo Zdrowia, itd.), a one z różnych powodów tego nie robią – czują się gorsze, piętnowane.

Dość często słyszą lub czytają o matkach takie, jak one, że są: beznadziejne, leniwe i wygodne. Dowiadują się też, że karmią swoje dzieci chemią, syfem, gównem, trują je. Ponadto zarzuca się im niewiedzę i brak świadomości o zagrożeniach wynikających z karmienia preparatami do żywienia niemowląt. O zwiększonym ryzyku chorób u tych dzieci, a nawet w dorosłym wieku.

Matki karmiące substytutami uważają, że są to bardzo krzywdzące określenia, bo większość tych “modyfikowanych” mam najpierw stoczyła batalię o karmienie piersią.

Wiele z nich podchodziło do karmienia bardzo emocjonalnie, miały nawet stany depresyjne. Pod wpływem presji karmienia i problemów z nim związanych relacje w rodzinie uległy zaburzeniom, dochodziło do kryzysów. Ich zdaniem, najlepsze co mogły zrobić dla dziecka, to przestać walczyć o karmienie piersią i zaakceptować inny sposób żywienia.

A matki, którym przyszło karmienie łatwo, albo znalazły pomoc, miały więcej siły na walkę o karmienie naturalne – nie potrafią i często nie chcą zrozumieć i uszanować wyborów innych matek.

Te, które nie chcą karmić naturalnie, zachęcanie do karmienia dziecka piersią po porodzie, czy później przez lekarza lub położną w poradni – odbierają jako terror laktacyjny. Terror, który ich zdaniem jest obecny wszędzie wokół nich – w mass mediach, na ulicy… I podobno nic tak nie zniechęca kobiet do karmienia piersią, jak ta nachalna promocja.

Jeśli faktycznie tak, jest, to dlaczego czują się gorsze? Dlaczego na różnych platformach społecznościowych wciąż spotyka się ostre, a nawet wręcz wulgarne wymiany zdań pomiędzy matkami karmiącymi dzieci w różny sposób? Dlaczego sposób karmienia dziecka w pierwszym roku życia wzbudza aż tyle emocji? Czy można w ogóle ocenić, który sposób karmienia jest łatwiejszy?

Łatwiej czy trudniej?

Łatwe jest to, co już umiemy. Trudno jest patrzeć z własnej perspektywy na umiejętności innych i tak samo trudno jest oceniać inny sposób karmienia. To nigdy nie będzie obiektywna ocena. To tak samo, jak byśmy próbowały przekonać kogoś kto nie pływa, że pływanie jest łatwe. Taka osoba może czuć lęk przed wodą z różnych powodów albo po prostu nie miała możliwości spróbować tego. Choć my możemy mieć inne odczucia, nie rozumieć tego. Dopóki ta osoba nie nauczy się sama pływać, to nie przekonamy jej, że to jest łatwe.

I tak dla wielu mam KPI (karmienie piersią inaczej, czyli wyłącznie odciągniętym mlekiem) łatwiejsze jest pompowanie. Niektóre z nich świadomie lub z konieczności dokarmiają dzieci sztucznie. Z przygotowaniem mieszanki radzą sobie, ale karmienie bezpośrednio z piersi jest dla nich umiejętnością, której nie osiągnęły. Myśląc o kolejnym dziecku mają duże obawy związane właśnie z karmieniem. Czasami z góry zakładają, że nie poradzą sobie i nawet nie podejmują próby. Ale wiele z nich karmi bezpośrednio z piersi z powodzeniem.

Mamy karmiące piersią przechodzą różną drogę i różne są ich cele laktacyjne. Zdarza się, że karmienie naturalne przychodzi im łatwo i szybko rezygnują. Inne – muszą walczyć o laktację, o to, by dziecko ssało pierś. Później karmią długo, albo jak już pewnie się poczują w karmieniu – dziecko samo decyduje o jego zakończeniu wcześniej niż by tego chciały.

Mamy karmiące sztucznie często wymieniają zalety takiego karmienia. Mówią o swojej wolności, niezależności, o tym, że dziecko może nakarmić każda inna osoba, a nie tylko one.

Z doświadczenia douli

Z rozmów z kobietami dowiadujemy się, że dla wielu z nich początki karmienia piersią były bardzo trudne, wręcz traumatyczne. Problemy z karmieniem wpłynęły na ich stan zdrowia, przedłużający się baby blues, który przerodził się w depresję.

Faktycznie, nieudane karmienie piersią, według niektórych badań, zwiększa ryzyko depresji aż o 50%!

Dlatego będziemy powtarzać do znudzenia – matki potrzebują wsparcia (bez względu na sposób karmienia dziecka), a nie oceny. W pierwszym roku życia dziecka bardzo duże znaczenie, oprócz opieki zdrowotnej, ma wsparcie matka – matce. Jeżeli nie potrafimy dawać sobie wsparcia, to przynajmniej szanujmy się – zarówno w życiu codziennym, jak i w sieci.

Ewelina – matka, która karmi sztucznie…

Chciałabym kiedyś przeczytać o tym, ile robimy, żeby tę laktację wzbudzić. Że pijemy ziółka, korzystamy z cdl, przeszukujemy fora, siedzimy godzinami z laktatorem, zbieramy kropla do kropli i traktujemy to jak złoto. Że naprawdę walczymy o laktację zaborczo i niektóre z nas kończą tę walkę z sukcesem, a inne muszą pogodzić się z porażką.

I wnioskujemy do środowiska kp, żeby nas wspierać po porażce. Bo to naprawdę trudno jest pogodzić się z tym, że nie ma się mocy wykarmić własnego dziecka.